System ciasta cząstkowego, cz.1
Fizyka? Coś tam słyszałem
Proponuję bardzo proste ćwiczenie. Weźmy ciastko i połóżmy je przed sobą. Teraz ułammy sobie kawałek i zjedzmy go. Mamy już tylko część ciastka, widać ubytek, można włożyć weń paluch itp. Zjedzmy resztę ciastka. I co? Ciastko zniknęło, można albo je mieć, albo je skonsumować.
Teraz pójdźmy do banku i zdeponujmy w nim jakąś sumę pieniędzy, dajmy na to 200 złotych. Pieniądze trafiają na nasze konto – widzimy to na wyciągu lub na ekranie bankomatu – i banknoty zostają umieszczone w kasie/skarbcu. Następnie bank, w ramach panującej mody, udziela za pomocą tych banknotów pożyczki na zakup domu panu Władkowi. Teoretycznie pieniądze trafiły już do kogoś, ale gdy ponownie dostaniemy wyciąg z banku, nasze dwie stówy nadal będą się znajdować na koncie. Tak oto współczesne banki zaprzeczyły prawom fizyki.
Przedstawiciele najbardziej skrajnych nurtów liberalizmu gospodarczego (w tym moja skromna osoba), monetaryzmu i szkoły austriackiej, na samą myśl o rzeczonym cudzie dostają ataku piany na pyskach, jako, że jest to drastyczne złamanie prawa własności i jakiejkolwiek logiki finansowej. Nie po to deponuję moje złoto/papiery w banku, by ten rozdał je panu Władkowi bez nawet sprawdzenia jego zdolności do wzięcia kredytu. A jeśli już wyrażam na to zgodę, to sorry, nie powinienem mieć do nich dostępu, skoro przekazano je komuś innemu. Nie można mieć ciastka i zjeść go jednocześnie.
Na potrzeby bloga powstał nowy bank, Bank Gumy do Żucia. Nazwę wyjaśnię przy okazji.
Cud taki, znany jako system rezerwy cząstkowej, jest efektem kreatywnej księgowości banków i rządów na przestrzeni wieków. Banki po prostu nie mają obowiązku trzymania stuprocentowych rezerw tego, co podobno mają powpisywane w księgach finansowych. Skutki takiej działalności bywają bardzo kolorowe i znane są pod hasłem “Run na banki”. Polega to na tym, że Kowalski zdaje sobie sprawę ze smrodu dookoła BGŻ (za dużo pożyczek, długi, niegdyś emisja pieniędzy bez pokrycia, słowem – różne przewały) i rusza pędem wycofać swoje pieniądze. Iksiński zauważa Kowalskiego pędzącego do BGŻ i również rusza po swoje. Igrekowski widzi powyższych pędzących do banku, jego widzi kto inny i sru, mamy efekt domina. Pół biedy, gdyby istniał obowiązek trzymania stuprocentowych rezerw, ale tak nie jest. Jak łatwo się domyślić, nie dla wszystkich starczy, po jakimś czasie mamy więc plajtę i bankructwo. A przynajmniej powinniśmy.
Łubu ZDuBU, łubu ZDuBU
Obecnie można bowiem zaobserwować, szczególnie w USA, państwową doktrynę ZDuBU – Zbyt Duży, By Upaść. Banki inwestycyjne, które (między innymi, bo winnych jest masa) doprowadziły do obecnego kryzysu finansowego, zamiast po prostu upaść, są “ratowane” przez FED (System Rezerwy Federalnej USA, quasi-bank centralny Stanów Zjednoczonych). Ratowane oczywiście z wydrukowanych na poczekaniu pieniędzy oraz publicznej kiesy. Najkrócej rzecz biorąc, za nieudacznictwo bandy cwaniaków płacą teraz wszyscy obywatele, oczywiście za cenę zwiększenia długu publicznego. FED jest już m.in. największym lombardem i funduszem hedgingowym na świecie, a kolejne ambitne plany ratowania tego czy tamtego popychają USA na skraj bankructwa. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że kolejne plany guzik dają. Pierwsze 700 miliardów (a to miało odblokować akcję kredytową, jako, że gospodarka USA jest w ogromnej części oparta o kredyt) rozeszło się po kościach bez większego echa, idzie więc następny (ktoś coś przebąkiwał o 800 miliardach). Do tego możliwość dorobienia się na kasie obywateli wyczuły firmy samochodowe, podobno w fatalnej sytuacji. Mamy więc fatalistyczne prognozy, w ramach których General Motors bez państwowej kasy rozpadnie się w nicość. Dosłownie. Innego wytłumaczenia tego, jak po bankructwie firmy wszystkie zakłady itp. nie mogłyby zostać przejęte przez kogoś innego, nie widzę. Bankructwo jest przecież normalną procedurą rynkową, jeśli upadnie sklep mojej mamy, rząd nie ruszy pędem, by go wykupić i uratować. Radzę przeczytać (tu) o tym, jak niegdyś Ford wygrzebał się z podobnych problemów.
Obecny system finansowy pierdutnie kiedyś z hukiem, choćby pan Paulson i pan Bernake (albo ich następcy) stanęli na głowie. Jak każdy socjalizm po prostu nie ma prawa działać. Na koniec (tylko na dzisiaj) chciałbym zacytować Hugo Chaveza, socjalistę pierwszej wody:
Ile razy mnie krytykowali za znacjonalizowanie firmy telefonicznej. Mówią ‘Państwo nie powinno się w to włączać’. Ale teraz nie krytykują Busha za nacjonalizowanie… największych banków na świecie. Towarzyszu Bush, jak się macie?
Liberalizm my ass.